Coraz mniej Patriotów, coraz więcej Partidiotów

Jedni drugim, komuniści faszystom i vice versa zarzucają brak patriotyzmu. Tylko przy nich jest prawda. Tymczasem, cytując ks. Tisznera, jest to gówno prawda.

Nie jest patriotyzmem dzisiaj apoteoza silnej armii, bo armia zwyczajnie nie jest nam dzisiaj do niczego potrzebna i każda wydana na nią złotówka jest bezsensownym zubożeniem państwa i osłabieniem a nie wzrostem jego siły. Po co nam jakakolwiek flota skoro rakieta z głowicą jądrową leci z Kaliningradu do Gdańska 3 minuty a więc znacznie krócej niż wyjście okrętu z poru? Po co nam statek szpital? Kogo chcemy na nim leczyć? Wydajemy miliony na flotę, która już w 1939 udowodniła, że na takim morzu jak Bałtyk, jest tylko po to, aby uciekać do Anglii. Dzisiaj jej rola w obronie ojczyzny byłaby jeszcze mniejsza (o ile coś może być mniejsze niż zero). Afganistan, Irak i Libia udowodniły, że dzisiaj jeden człowiek z tanim Stingerem na plecach jest wart tyle co kilka czołgów i samolotów po kilkadziesiąt milionów każdy. Polska armia ze swoją bardzo kosztowną a archaiczną strukturą i doktryną zapewniła by nam dzisiaj mniej więcej taki sam poziom bezpieczeństwa jak zapewniła w 1939r. Nie jest patriotyzmem marnowanie pieniędzy na złudne poczucie bezpieczeństwa.

Nie jest dzisiaj patriotyzmem antagonizowanie stosunków Polski z Rosją i Niemcami i stosowanie polityki historycznej, bo świat się dramatycznie zmienił. Dzisiaj i Rosja i Niemcy nie są naszymi wrogami, ale naszymi naturalnymi rynkami zbytu. Na każdym antagonizmie tylko tracimy a zyskują obaj wskazani partnerzy. Przykładem negatywnym jest tutaj Rurociąg Północny. Przykładem pozytywnym są relacje słabszych do niedawna Chin z USA, gdzie różnice kulturowe i zaszłości historyczne nie stanęły Chinom na przeszkodzie w wykorzystaniu silniejszego „przeciwnika” aby ostatecznie stać się jego wierzycielem.

Nie jest patriotyzmem dzisiaj obstawanie za państwem solidarnym, co oznacza państwem socjalnym. Komunizm nie sprawdził się już tak wiele razy i w tka wielu miejscach, że nie musimy testować na sobie tego, z góry skazanego na niepowodzenie, eksperymentu. Czym innym jest jak najbardziej słuszne żądanie ukrócenia raz na zawsze możliwości zarobków spekulacyjnych na rynkach finansowych i sprowadzenie banków do ich służebnej wobec społeczeństwa pozycji a czym innym jest tolerowanie abstrakcyjnych żądań związków zawodowych.

W szczególności, płaca minimalna, która nie obowiązuje przecież erga omnes na kuli ziemskiej, jest w warunkach globalizacji tym, co z góry skazuje większość przedsięwzięć europejskich na ekonomiczną klęskę. Zwyczajnie nie da się wyprodukować czegokolwiek taniej niż Chińczycy, gdy pracownikowi trzeba zapłacić za to samo 10 razy więcej plus 50 procent na ZUS. Płaca minimalna zabija miejsca pracy w Polsce i przenosi je do Chin. Faktycznie oznacza „nie podejmiesz produkcji i nie zatrudnisz ludzi, jeżeli ktokolwiek na świecie zatrudni ich taniej do tej samej pracy”. Takich jest wielu i czekają w kolejce. Polski pracodawca i polski pracownik nie mają żadnych szans będąc związani płacą minimalną, której nie ma w Chinach. Do tego dochodzą wielokrotnie większe koszty energii, raz za sprawą fanaberii ekologicznych w Europie, dwa, za sprawą akcyzy wydawanej przez rządy europejskie na socjał. Nie wszyscy wiedzą, że przychody z akcyzy za paliwa są tak ważne dla budżetów państw UE, że istnieje dyrektywa zabraniająca państwom członkowskim nakładania akcyzy mniejszej niż ustalona (konieczna dla utrzymania budżetu Francji).

Prawdziwym patriotą byłby dzisiaj ten, kto sięgnąwszy po władzę w Polsce miałby jednocześnie siłę, aby ukazać całej Unii ścieżkę wyjścia z kryzysu i stania się przez nią na nowo Rajem Świata. Ten ktoś musiałby złamać wiążące ręce Unii jak beton tabu religii ekologii, tabu/omam państwa socjalnego i wymusić wprowadzenie kilku prostych zasad opartych na instynkcie samozachowawczym.

Naprawdę nie musi być tak jak chce WTO, że śmietankę z finansowanych przez społeczeństwa zachodu badań naukowych muszą spijać koncerny międzynarodowe przenoszące produkcję do Chin. Naprawdę nie musi być tak, że jak na ulicy Wall Streat, staniemy się społeczeństwem sprzedającym tylko hot-dogi maklerom zarabiającym dla Chin.

Zmiana jest możliwa, o ile znajdzie się ktoś, kto zbuduje koalicję rządów narodowych i w jej imieniu powie NIE spekulantom z rynków finansowych, WTO i innym organizacjom transferującym dzisiaj za darmo kapitał finansowy i intelektualny Zachodu do krajów niewolniczych.

Okazja już się trafiła. Czy jest ktoś, kto wykorzysta potencjał Ruchu Blokujących Wall Strat, czy nie ma dzisiaj w świecie Zachodu żadnego polityka z jajami i musimy poczekać, aż rozkaz stosowania rozsądku wyda nam jakiś chiński kapral oddelegowany do zarządzania europejską prowincją?

MS (PI)

Short URL: http://www.panoramainternetu.pl/?p=25291

Dodane przez Both comments and pings are currently closed.

–>

Archiwum

Szukaj według daty Szukaj w kategorii
Szukaj w Google

Galeria

Zaloguj się | Designed by Gabfire themes